

03.02.2026 • 8 min czytania
Latarnia Rozewie to najstarsza czynna latarnia morska w Polsce, a jednocześnie jeden z tych punktów na wybrzeżu, które rozpoznaje się z jednego zdjęcia. Biała wieża z czerwoną górną częścią stoi na skraju wysokiego klifu, jej światło sięga 26 mil morskich, a w środku, zamiast pustej klatki schodowej, czeka Muzeum Latarnictwa z dawnym reflektorem i soczewką Fresnela.
Autor zdjęcia: Geociekawostki
Są na polskim wybrzeżu miejsca, które zna każdy, nawet jeśli nigdy tam nie był. Rozewie jest właśnie takie. Biała wieża z czerwoną górną częścią, postawiona na skraju wysokiego klifu, od dwustu lat prowadzi statki wzdłuż najniebezpieczniejszego odcinka polskiego brzegu i od kilkudziesięciu lat przyciąga turystów, którzy chcą zobaczyć, jak wyglądała praca latarnika, zanim zastąpił go GPS.
To najstarsza czynna latarnia morska w Polsce. Budowę datuje się na lata 1821 i 1822, wieża ma dziś około 32,7 metra, a światło umieszczone jest na wysokości 83,2 metra nad poziomem morza. Nominalny zasięg światła wynosi 26 mil morskich, czyli mniej więcej 48 kilometrów. Dla porównania, to tak, jakby latarnia stojąca w Rozewiu była widoczna z okolic Helu i jeszcze kawałek dalej w głąb Bałtyku. Ale Rozewie to nie tylko latarnia. W tym samym miejscu działa Muzeum Latarnictwa, obok stoi druga, wyłączona z użytku wieża, zachowała się zabytkowa maszynownia, a całość otacza las na klifie z widokiem na otwarte morze. Jeśli szukasz atrakcji, która zajmie godzinę czy dwie i będzie miała sens także przy pochmurnej pogodzie, to jeden z najlepszych adresów na Pomorzu.
Latarnia stoi w Rozewiu, niewielkiej miejscowości w gminie Władysławowo, w powiecie puckim (województwo pomorskie). Dokładny adres to ulica Leona Wzorka 1, a patronem ulicy jest latarnik pracujący tu w latach 1920 do 1939, zamordowany przez Niemców we wrześniu 1939 roku.
Sam przylądek Rozewie to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów linii brzegowej Zatoki Gdańskiej. Przez lata uczono w szkołach, że jest to najdalej wysunięty na północ punkt Polski. Dokładniejsze pomiary pokazały jednak, że tytuł ten należy się przylądkowi przy Jastrzębiej Górze, oddalonemu o niecałe dwa kilometry. Rozewie pozostaje za to punktem najbardziej rozpoznawalnym i, co ważniejsze dla żeglugi, miejscem, w którym linia brzegu gwałtownie skręca, co przez wieki kosztowało marynarzy niejeden statek.
Historia latarnictwa w Rozewiu jest starsza niż sama latarnia. Przylądek pojawia się w dokumentach już w 1359 roku, a ognie palono tu w XVII wieku, o czym informuje szwedzka mapa z 1696 roku. Potem przyszedł wiek XVIII, czas zastoju, kiedy światła ostrzegawcze na tym odcinku brzegu w zasadzie zgasły. Przełom przyniosły wojny napoleońskie. Decyzję o budowie nowoczesnej latarni podjęto w 1807 roku, ponieważ francuskie statki z zaopatrzeniem dla Wielkiej Armii, płynące do Gdańska, regularnie myliły nocą światło rozewskie z helskim i zmieniając kurs kończyły rejs na mieliznach przy Mierzei Helskiej. Realizacja zajęła kilkanaście lat. Budowę murowanej wieży rozpoczęto w 1821 roku: okrągła, czterokondygnacyjna konstrukcja z kamieni narzutowych, otynkowana i pomalowana na biało, zwieńczona ciemną laterną, mierzyła wtedy 21,3 metra.
Rozewie ma tę unikalną cechę, że przez kilkadziesiąt lat świeciły tu dwie latarnie naraz. Powód był praktyczny i dokładnie taki sam jak sto lat wcześniej, czyli ryzyko pomylenia świateł. W drugiej połowie XIX wieku, żeby odróżnić Rozewie od nowo wybudowanej latarni w Czołpinie, która także świeciła białym światłem, postawiono drugą wieżę w odległości 190 metrów na zachód. Ośmiokątna, otynkowana i pomalowana na pomarańczowo konstrukcja z cegły miała 28,8 metra wysokości i szesnastokątną laternę z miedzianym dachem. Uruchomiono ją w 1875 roku i działała równolegle ze starą latarnią aż do 1910 roku, kiedy tę pierwszą podwyższono i wyposażono w światło elektryczne o unikalnej charakterystyce. Wtedy druga wieża przestała być potrzebna.
Jej dalsze losy są dość nietypowe. W czasach PRL, mniej więcej do 1990 roku, służyła jako wieża obserwacyjna i miejsce montażu anteny radaru strażników WOP. Towarzystwo Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego przeprowadziło jej remont rekonstrukcyjny wraz z odtworzeniem laterny w latach 2014 i 2015, a 17 czerwca 2017 roku nadano jej imię Jana Kasprowicza.

Latarnia nosi imię Stefana Żeromskiego, który w latach 1920 do 1924 bywał w Rozewiu i według przekazów mieszkał nawet w samej latarni. Na dziedzińcu stoi jego pomnik. Z tym miejscem wiąże się legenda, że powstawał tu "Wiatr od morza", choć nie jest to potwierdzone. Imię pisarza latarnia nosi od 1933 roku, a w 1972 roku decyzją Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków została wpisana do rejestru zabytków.
Warto też wiedzieć, że Rozewie nie zatrzymało się w przeszłości. W 1994 roku rozpoczęto tu instalację stacji referencyjnej systemu GPS, a pierwszy sygnał DGPS wysłano 27 września tego samego roku. Dwieście lat po pierwszym ogniu na klifie to samo miejsce nadal pracuje na rzecz nawigacji, tylko zupełnie innymi narzędziami.
Muzeum mieści się w samej latarni i to jest jego największy atut. Nie wchodzisz do sali wystawowej obok zabytku, tylko do środka działającego obiektu. Wystawa latarnictwa morskiego istnieje w starej wieży od 1963 roku, a opiekuje się nią Towarzystwo Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego. Od 2006 roku ekspozycję rozszerzono o wyremontowany budynek maszynowni. Formalnie placówka funkcjonuje jako filia Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. Co konkretnie zobaczysz:
Na terenie latarni znajdziesz też budynki mieszkalne dla latarników, obiekty gospodarcze, syrenownię oraz dwa pomniki: poświęcony Stefanowi Żeromskiemu i upamiętniający zaślubiny Polski z morzem.
Kulminacja wizyty to oczywiście wejście na taras widokowy. Schody są strome i kręcone, więc trzeba się trochę wysilić, ale widok wynagradza wszystko: klif, plaża daleko w dole, Jastrzębia Góra i Władysławowo po bokach, a przed tobą otwarty Bałtyk bez żadnego punktu odniesienia aż po horyzont.

Zwiedzanie ma charakter sezonowy i obejmuje mniej więcej okres od maja do września. W maju, czerwcu i we wrześniu obowiązują krótsze godziny, natomiast w lipcu i sierpniu obiekt jest czynny dłużej, zwykle od rana do wczesnego wieczora. Poza szczytem sezonu trzeba dodatkowo uwzględnić przerwę techniczną w środku dnia, w czasie której wejście na wieżę nie jest możliwe.
Ponieważ godziny bywają korygowane z roku na rok, przed wyjazdem najlepiej sprawdzić aktualny harmonogram na stronie Towarzystwa Przyjaciół Narodowego Muzeum Morskiego albo zadzwonić do kasy.
Bilety dostępne są wyłącznie na miejscu, w kasie przy wejściu. Nie ma rezerwacji ani sprzedaży online, więc w lipcu i sierpniu trzeba liczyć się z krótkim oczekiwaniem w kolejce. Obowiązuje standardowy podział na bilety normalne i ulgowe, a cena obejmuje zarówno ekspozycję muzealną, jak i wejście na wieżę. Praktyczna rada: weź gotówkę. Nawet jeśli terminal działa, w sezonie bywa to szybsze.
To punkt, który zaskakuje wiele rodzin, więc warto go zapamiętać. Dzieci o wzroście poniżej 105 cm nie są wpuszczane na wieżę, a dzieci powyżej 105 cm i do 7. roku życia mogą wejść wyłącznie pod opieką osoby dorosłej.
Najprościej dojechać samochodem drogą wojewódzką 215 z Władysławowa w stronę Jastrzębiej Góry. Przy latarni działają parkingi, zwykle płatne w sezonie. Alternatywy:
Na samo muzeum i wejście na wieżę wystarczy od 45 minut do godziny. Jeśli chcesz obejrzeć maszynownię, pomniki, zajrzeć pod drugą wieżę i przejść się szlakiem po klifie, zaplanuj co najmniej dwie godziny. W lipcu i sierpniu doliczyć trzeba czas w kolejce, dlatego najspokojniej jest przyjechać zaraz po otwarciu albo późnym popołudniem.
Rozewie ogląda się najlepiej wtedy, gdy nie trzeba się nigdzie spieszyć, a to znacznie łatwiejsze, kiedy nocujesz w okolicy zamiast robić jednodniowy wypad z Trójmiasta. Najbliższą i najwygodniejszą bazą jest Władysławowo, oddalone od latarni o niespełna 5 kilometrów. To ta sama gmina, do której administracyjnie należy Rozewie, więc do latarni dojedziesz w kilka minut, a przy dobrej pogodzie równie dobrze dojdziesz tam pieszo albo dojedziesz rowerem szlakiem wzdłuż klifu. Władysławowo leży dokładnie u nasady Półwyspu Helskiego, co w praktyce oznacza, że masz stamtąd równie blisko do Jastrzębiej Góry i Chłapowa, jak i w stronę Chałup, Jastarni oraz Helu.
Do tego dochodzą argumenty, które doceniasz dopiero na miejscu:
Jeśli planujesz zostać dłużej niż na weekend, apartamenty we Władysławowie sprawdzają się zwykle lepiej niż pokój w pensjonacie. Własna kuchnia przy rodzinie z dziećmi robi ogromną różnicę, masz gdzie schować rowery i deski, nie jesteś uzależniony od godzin śniadań, a po całym dniu na klifie i plaży możesz po prostu wrócić i zamknąć za sobą drzwi. Wiele obiektów oferuje balkon albo taras, część z widokiem na morze. Warto rezerwować z wyprzedzeniem, bo lipiec i sierpień nad Zatoką Pucką sprzedają się już wiosną, a najlepsze terminy znikają jako pierwsze.
Czy latarnia Rozewie jest najstarszą latarnią morską w Polsce?
Jak wysoka jest latarnia w Rozewiu?
Czy można wejść na szczyt latarni?
W jakich miesiącach latarnia jest otwarta?
Czy dzieci mogą wejść na wieżę?
Co dokładnie zobaczę w Muzeum Latarnictwa?
Dlaczego w Rozewiu stoją dwie latarnie?
Czy druga latarnia jest dostępna dla zwiedzających?
Udostępnij post
Chat BlueApart
Odpowiadamy na bieżąco na wszystkie pytania
Chat BlueApart
Odpowiadamy na bieżąco na wszystkie pytania
Chat BlueApart
Odpowiadamy na bieżąco na wszystkie pytania
Chat BlueApart
Odpowiadamy na bieżąco na wszystkie pytania